Cykl Artykułów Pod Tytułem

FALA

Rozdział XV

Wszystko co jest, to lekcje...

...albo: Cukierki zrujnują ci zęby!

Autorka: Laura Knight-Jadczyk


Pisanie tego szczególnego cyklu zaczęło w dużej mierze żyć swoim własnym życiem. Pierwotny "plan" obejmował tylko dziewięć odcinków i zamierzałam przejść od określonego "punktu A" do konkluzji zawartej w "punkcie B". Nawet nie marzyłam, że spotkam się z tak dużym oddźwiękiem wśród ludzi, którzy będą mi przysyłać swoje propozycje pytań oraz tematów całkiem nieźle "pasujących" do podrozdziałów Fali.

Obecna dyskusja o tym, czego możemy się tutaj nauczyć, żeby "zdać do następnej klasy", nie była częścią oryginalnego planu. Zgodnie z pierwotnm planem miały się tu znaleźć głównie techniczne informacje dotyczące samej Fali. Najwyraźniej jednak idea ta mieści w sobie znacznie więcej i taką odpowiedź przekazuję każdemu, kto pisząc do mnie stara się zachęcić mnie do dalszych wysiłków i zapewnić, że są one naprawdę wartościowe. Wszystkim wam składam podziękowania!

Podczas gdy z jednej strony są tacy, którzy uważają, że "nareszcie mgła się podnosi" i takie tam, z drugiej strony znajdują się też tacy, którzy stanowią namacalny przykład tego, o czym piszę - tkwienie "w więzieniu" i pozostawanie pod wpływem "Umysłu Drapieżnika". Ponieważ wolimy skupiać się na konkretach niż pleść trzy po trzy, dla przybliżenia, o czym mówię, przytoczę co jeden z korespondentów do mnie napisał:

...Ludzie piszą e-maile [do Carli i Jima, Carla była kanałem dla Ra] o twoich komentarzach na ich temat i na temat Ra zawartych w odcinkach 10a, b i c Fali. Wydają się być obrażeni i uważają, że Carla i Jim też powinni się obrazić. Moim zdaniem... jest tak... że ty po prostu wyrażałaś swoje zdanie, tak jak widzisz tę sytuację ze swojej perspektywy, nie było w tym żadnych złych intencji...

Przez jakiś czas miałam dobre relacje z Carlą, różnice zdań były raczej semantycznej aniżeli merytorycznej natury i przeraziła mnie myśl, że ktoś mógł się "obrazić" na poczynione przeze mnie uwagi, było bowiem oczywiste (jak sądziłam), że najważniejszą dla mnie rzeczą była obiektywna ocena ich pracy. Ale w taki właśnie sposób "Jaszczurki" działają poprzez ludzi i to jest głównym tematem niniejszego eseju.

Odpisałam korespondentowi:

Muszę powiedzieć, że każdy kto się obraził - lub poczuł potrzebę namawiania innych do obrażenia się - po prostu nic nie rozumie. To są sprawy osobiste, a my nie zajmujemy się tutaj sprawami osobistymi. To czym się zajmujemy jest w praktyce obroną znaczenia The Ra Material [Materiału Ra] jako wielkiego przełomu w historii channelingu. Myślę, że w moich komentarzach widać to wyraźnie.

A jednak kwestia ta ciągle stanowiła problem dla wielu piszących do mnie osób, mimo że sugeruję (i robiłam to od dłuższego czasu), żeby poczytali sobie Ra... skoro był taki świetny, to dlaczego Don popełnił samobójstwo? I dlaczego wydaje się, że Ra, będąc "istotą wyższą, która podobno ma dostęp do rzeczywistości wyższej świadomości", nie potrafił zrozumieć tej idei powszechnie używanego potocznego języka i standardowych definicji? Dodatkowo mamy jeszcze to pytanie: jeśli Ra próbuje uczyć takich koncepcji, dlaczego są one "mylące" dla większości ludzi?

Odpowiedzi formułowane przez ludzi, przy braku wiedzy, ograniczają się generalne do pomysłu, że Ra był demonicznym "Koniem Trojańskim", który doprowadził Dona do śmierci, i dlatego wartość tego materiału jest skompromitowana w najgorszy z możliwych sposobów. Następny wniosek jaki wysnuwają jest taki, że Ra nie był tym za kogo się podawał, a dowodem na to jest niejasność w sposobie jego wysławiania się.

Być może ci, którzy izolują się w swoich kokonach życzeniowego myślenia czy "bycia prawdziwym wyznawcą", nie są świadomi tych istotnych niuansów, albo nie chcą zwracać na nie uwagi - myśląc, że wystarczy je zignorować, aby przestały istnieć.

Nasze stanowisko jest takie, że każde uzasadnione pytanie i troska o elementy budzące niepokój zasługują na odpowiedź - nawet jeśli odpowiedź można zdobyć jedynie poprzez samodzielne dociekanie.

W tym przypadku jednak, obawy te są poważne, i to zarówno dla grupy Ra, jak i dla całej płaszczyzny pracy - channelingu. To pytanie nie tylko o istnienie "wyższych bytów" (z braku lepszego określenia), ale i o możliwość komunikowania się z nimi.

Tym sposobem zaczęłam swoje badania i postawiłam szerwg pytań przy "teoretycznym założeniu" (nawet jeśli stało się tak pod wpływem zapewnień Kasjopean), że Ra i współpraca z Ra były dokładnie tym, czym były według samego Ra - kontaktem z istotami zunifikowanych form myślowych 6-tej gęstości (zespołową pamięcią społeczną) i stamtąd nadchodziły. Jeśli hipoteza ta ma być potwierdzona, to musi się w niej zawiarać coś, co tłumaczy te niejasności... w przeciwnym razie, to nonsens.

Ci którzy chcą żyć w krainie "prawdziwych wyznawców" wykorzystają oczywiście to podejście do dalszych zaczepek. Ale historia "prawdziwych wyznawców", gdy poddać ją analizie i obnażyć, bezwzględnie prowadzi do wniosku, że taka postawa w najlepszym wypadku jest niepewna, a w najgorszym katastrofalna w skutkach.

Hipoteza MUSI wyjaśniać wydarzenia, w przeciwnym razie należy ją odrzucić! Jaka jest TWOJA hipoteza na temat natury kontaktu i jej wyników??????

Nic nie jest czarno-białe - to wniosek wynikający z prostej obserwacji - ale wielu ludzi woli widzieć to właśnie w ten sposób. Widzą że "owocem" kontaktów z Ra było samobójstwo Dona Elkinsa, a materiał jest zawiły i często trudny do czytania.

Takie są fakty.

Jak poradzić sobie z tymi faktami inaczej niż wycofując się w myślenie życzeniowe bądź ekwilibrystykę umysłową? Używamy tu brzytwy Ockhama...

Co do kwestii, czy jest to tylko "moja opinia", możliwe że tak, ale to opinia, która powstała w wyniku długich poszukiwań, badań i doświadczeń. Jak jednak zauważyłam, jest to coś więcej niż opinia... to rezultat wielu dyskusji i tworzenia kilku wersji hipotez, z których wszystkie zostały "wypróbowane i odrzucone" za wyjątkiem jednej, wystarczająco dobrze wyjaśniającej FAKTY. (Zakładając oczywiście, że Ra jest tym za kogo się podaje).

Napisałam do Carli. Nawet jeśli istnieje "rozbieżność" w naszych sposobach zajmowania się tymi sprawami na TYM poziomie rzeczywistości, jesteśmy z pewnością zgodne co do tego, jakie WYNIKI są użyteczne. Za nic w ŚWIECIE nie skrzywdziłabym Carli ani Jima. Miałam dokładnie przeciwne zamiary... zapewnić odpowiednie wyjaśnienie spraw, które są bardzo niepokojące... potwierdzić watość materiału (z nadzieją, że zwiększy to ilość osób, które przeczytają materiał Ra - i to chyba POSKUTKOWAŁO, bo ludzie piszą do mnie teraz: "och! Rozumiem! Dobra, to ma sens... Teraz mogę to czytać!) I skoro tak się dzieje, skoro ucina to krążące wokół tego tematu i przybierające na sile pogłoski i szeptane informacje - to znaczy że służy całej sprawie.

W tej dziedzinie nie możesz pozwolić sobie na "czułostkowość i prywatną agendę". Carla to wie i ja to wiem.To dlatego, po bardzo długich i bolesnych rozważaniach, zgodziłam się na dopuszczenie dziennikarza do swojego życia - doskonale zdając sobie sprawę, że rezultat będzie w pewnym stopniu "wypaczony i spłycony". Efekt końcowy był oczywiście taki, że nawet jeśli nie mógł doszukać się żadnego oszustwa, żadnej manipulacji, żadnych "brudów" w tym co robiłam, to jednak musiał do całej historii dodać "osobistą jazdę", co bardzo poważną pracę zmieniło w raczej płytką i "tandetną" powiastkę. Dobra strona jest taka, że dopuściło to publiczność "do środka" i w ten sposób przyciągnęło ich do pracy, poczuli się bowiem tak, jakby "mnie znali".

Zatem wytrzymanie tej "jazdy" było po prostu ceną, jaką musiałam zapłacić. Czytając artykuł w "The Times" zauważycie wzmiankę, że Tom French zwykle był "znudzony" podczas przeprowadzania sesji. To więcej mówi o nim niż o mnie.To samo można powiedzieć o ludziach, którzy się oburzyli w związku z tym, co zostało napisane na stronach z referencjami... więcej mówi to o nich niż o mnie.

Następnego dnia otrzymałam odpowiedź od Carli:

cześć laura- kilku czytelników napisało mi o twoim materiale i przejrzałam go.myślę, że ludzie byli wkurzeni, bo może poczuli, że don i ja zostaliśmy w ten czy inny sposób osądzeni. jeśli chodzi o mnie, i każdemu to powiedziałam, masz prawo do swoich opinii i w pełni je akceptuję, niekoniecznie dlatego że uważam je za słuszne, ale dlatego, że to twoje płynące z serca myśli. WIEM że nie codziło ci o okazanie braku szacunku. mamy ze sobą dobry kontakt, przyjaźń wykraczającą poza bycie kanałami czy zajmowanie się tym samym dziwnym obszar badań.sądzę, że obie jesteśmy naprawdę szczere i kiedy przedstawiamy swoje myśli, ludzie mogą uznawać je za mało pochlebne.hej, ja to przyjmuję!Wszystko jest ok pomiędzy nami.obie staramy się być jak najszczersze, żeby dać z siebie to co najlepsze, w służbie innym. czy możemy prosić się wzajemnie o coś więcej niż to?czuję jakbym po prostu chciała być siłą w zestrojeniu całego pozytywnego materiału. a nie mogłabym tego robić obrażając się i będąc czepliwą i małostkową w stosunku do ciebie czy kogoś innego. podwójmy po prostu nasze wysiłki służenia i niech się dzieje, co ma się dziać.

Cóż, mam nadzieję, że czytelnik widzi, jak ludzie mogą być "agentami Jaszczurów", nie mając jednocześnie świadomości, w jaki sposób umysł Drapieżcy działa jako ICH własny umysł:

Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem.Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.' [Castaneda, "Aktywna strona nieskończoności"]

I to jest dokładnie to, co próbujemy tutaj omówić. W jaki sposób Drapieżca, znany również jako Jaszczury i spółka, wpływa na nasze życie, podczas gdy z zewnątrz, a nawet na wielu głębszych poziomach, nie ma na to EWIDENTNEGO DOWODU. Skąd mamy o tym WIEDZIEĆ?

Powiedziałam to wcześniej i powtorzę to jeszcze raz: NIGDY nie widziałam Jaszczura! NIGDY nie widziałam Jaszczura! Niektorzy ludzie twierdzą, że je widzieli, i nie mnie osądzać, czy mają oni urojenia, czy po prostu są bardziej "dostrojeni" niż ja i to, o czym opowiadają, jest faktem. Ale WIDZIAŁAM je w opisach wielu osób będących pod hipnozą, które twierdziły że zostały uprowadzone przez obcych. Natykam się też na nich ciągle w swoich badaniach - w mitach i legendach na przestrzeni tysiącleci. Inni widzieli je w halucynogennie wywołanych wizjach, w stanach ekstatycznych, snach i tak dalej. W niemal wszystkich przypadkach opisy są tak podobne do siebie, dynamika wzajemnego oddziaływania tak spójna, że nic na to nie poradzę, ale uważam, że mamy tu do czynienia ze sporą częścią "Systemu Kontroli", jak to wyjaśnił Jacques Vallee:

Jestem przekonany, że gdy mówimy o obserwacjach UFO jako przykładach kosmicznych odwiedzin, umiejscawiamy to zjawisko na niewłaściwym poziomie. Nie mamy do czynienia z kolejnymi falami odwiedzin z kosmosu. Mamy do czynienia z systemem kontroli.

Termostaty, które regulują temperaturę w twoim domu latem i zimą, są przykładem systemu kontroli.W lecie termostat zezwala na ogrzanie powietrza do określonej granicy, po czym uruchamiany jest system chłodzenia. Ale w zimie, kiedy na zewnątrz robi się zimno i temperatura spada poniżej pewnej granicy, włącza się inny mechanizm, podgrzewacz, i ogrzewa dom. Naiwny obserwator mógłby próbować wszystko to wytłumaczyć założeniem, że ciepło jest "dobre", a zimno jest "złe". W połowie przypadków miałby rację. Inny naiwny obserwator z opozycyjnej szkoły, mógłby mieć przeciwny pogląd i twierdzić, że ciepło jest "złe". Także w połowie przypadków miałby rację. Dla zrozumienia całego zjawiska, jedni potrzebują zrozumieć koncepcję kontroli, a drudzy muszą być gotowi zrozumieć, że do jego funcjonowania potrzeba dwu przeciwnych praw.

Ja wysuwam wniosek, że istnieje duchowy system kontroli dla ludzkiej świadomości i te paranormalne zjawiska typu UFO są jednym z jego przejawów. Nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy ta kontrola jest naturalna i spontaniczna; czy da się wyjaśnić przy użyciu terminów z zakresu genetyki, czy psychologii społecznej, czy może zwykłych zjawisk, albo też - czy jest czymś sztucznym w stosunku do natury i znajduje się pod władaniem jakiejś nadludzkiej woli. Może być całkowicie zdefiniowana prawami, których do tej pory jeszcze nie odkryliśmy.

Naprowadził mnie na ten pomysł fakt, że za każdym razem, kiedy miałem okazję dogłębnie przestudiować kolejny przypadek pojawienia się UFO, znajdowałem w nim tyle samo elementów racjonalnych co absurdalnych, tyle samo takich, które mógłbym nazwać przyjaznymi, jak i takich, które zdawały się być wrogie. To mi mówi, że pracujemy nad niewłaściwym poziomem. Podobnie ma się sprawa ze wszystkimi wyznawcami i zdecydowanie należy w to wliczyć sceptyków, ponieważ tak samo mocno wierzą oni w swoją zdolność wytłumaczenia tych faktów, jak najbardziej entuzjastyczny neofita w wizję Jowiszowych Amazonek pani Dixon.

Istnieją sposoby na uzyskanie dostępu do poziomu odniesienia każdego systemu kontroli. Nawet dziecko, jeśli jest wystarczająco inteligentne i odważne, może wspiąć się na krzesło, przekręcić gałkę termostatu i wywołać reakcję. (Reakcją w tym wypadku może być oczywiście odgłos klapsa wymierzonego przez ojca. Droga do wyższej wiedzy odnotowała już takie przypadki). Musi istnieć sposób na uzyskanie dostępu do kontroli zjawiska UFO, na pominięcie duchów, dowcipów i twierdzeń o kontakcie pozaziemskim, i zrobienie z tego prawdziwej nauki. Będzie to jednak wymagało bardzo inteligentnego podejścia - i bardzo śmiałego.

... W pewnej gazecie ukazał się komentarz na temat oczywistego braku realizmu w całym tym zjawisku UFO: "UFO nie atakują nas. Nie oddziałują na nasze codzienne życie. Nie pomagają nam w rozwiązywaniu naszych licznych problemów. Nie przynoszą nam nic wartościowego. Mogą przestraszyć kilku ludzi ty czy tam, ale to samo można powiedzieć o błyskawicach i tornadach. Cała ta sprawa nie ma żadnych konsekwencji w sensie społecznym". Dziennikarz, który to napisał, pozornie miał rację. Ale pominął pewien fakt: ...Jeśli UFO działają na mitycznym i duchowym poziomie, wykrycie tego przy użyciu konwencjonalnych metod będzie niemal niemożliwe. ...Jeśli UFO służą zmienianiu ludzkich idei, nie mogą być analizowane standardowymi technikami badań. Wszystko co możemy zrobić, to śledzić ich wpływ na ludzi i mieć nadzieję, że natkniemy się na jakąś zasadę, która wyjaśnia ich zachowanie.

Która ze zmiennych jest regulowana w tym systemie kontroli? Termostaty regulują temperaturę, żyroskopy regulują kierunek, w którym leci rakieta. Co mogłoby być regulowane przez zjawisko paranormalne? Moja sugestia jest taka, że regulowany i warunkowany jest tu ludzki system przekonań.

Domyślam się, że istnieje pewien poziom kontroli społeczeństwa, bedący regulatorem ludzkiego rozwoju, i że zjawisko UFO powinno być widoczne na tym właśnie poziomie. [Dimensions: A Casebook of Alien Contact; Jacques Vallee, 1988 (Wymiary: Księga przypadków Kontaktów z Obcymi)]

Złapaliście już, o co chodzi?

...Jeśli UFO działają na mitycznym i duchowym poziomie, wykrycie tego przy użyciu konwencjonalnych metod będzie niemal niemożliwe.

Taki jest mój punkt widzenia. Jeżeli "Jaszczurki" lub "Drapieżca" lub "Nieznane Siły" działają na nas w sposób opisany nie tylko przez wiele starożytnych źródeł, w mitach i legendach, ale również przez Gurdżijewa, Don Juana, Ra i Kasjopean, prawie niemożliwe będzie wykrycie tego za pomocą zwykłych środków.

Pod tym względem Kasjopeanie są nieocenionym przewodnikiem w naszej przeprawie przez Scyllę i Charybdę. W tym przypadku nie można powiedzieć, że po ominięciu jednego zagrożenia inne zagrożenie się nie pojawi. Pojawią się. I generalnie, wydaje się, że stają się coraz bardziej subtelne.

Skoro omówiliśmy już reakcje oburzonych fanów Ra na moją małą "uszczypliwość" odnośnie powyższych systemów  kontroli, chciałabym teraz opowiedzieć o czymś o wiele poważniejszym .

Od momentu umieszczenia tych stron, energia wokół była bardzo dziwna. Zamierzam wam powiedzieć teraz czego szukamy, kiedy staramy się określić "temperaturę" Systemu Kontroli. Nie tylko umieściliśmy trzy odcinki części 10, ale utworzyliśmy również rosyjską wersje naszej strony. Członek naszej grupy mieszka w Rosji i pilnie pracuje przy tłumaczeniu podstawowych materiałów. W związku z tym zaistniały pewne zakłócenia, a najbardziej interesujące było oczywiście to, że jak tylko ukończył on pierwszą partię i została ona sformatowana  i załadowana na stronę przez Arka, komputer Aleksa zaczął nawalać i obawialiśmy się, że projekt będzie musiał zostać wstrzymany. Problem okazał się polegać na przegrzewaniu się komputera, co delikatnie mówiąc było symboliczne. Jeśli zaczniecie postrzegać swoją rzeczywistość jako system symboli, jak zamierzacie zinterpretować coś takiego? Czy komputer Aleksa "przegrzał się", ponieważ jego "wyższe Ja" dawało mu do zrozumienia, że coś było "za gorące", czy może był to sygnał, że jego wysiłki podgrzewały system; a może nawet sygnał, że jego starania były niemile widziane przez mieszkańców pewnych rzeczywistości,  którzy chcieli pokazać mu, że mogą "przytrzeć mu nosa"? Są to jedynie  najbardziej oczywiste możliwości interpretacji!

Potem zrobiło się zabawnie. Materiał, który właśnie czytacie i który zamierzałam umieścić na tej stronie, był skończony już 30 czerwca. Kiedy parę dni wcześniej zaczynałam pisać, wahałam się, co i ile powinnam ujawnić na temat tych kwestii. Ostatecznie, tak jak zamierzałam, zdecydowałam się opowiedzieć praktycznie całą historię, zmieniając jedynie imiona tych, którzy byli w to zamieszani, żeby ochronić ich prywatność. Pozostał jeden problem: imiona trzech osób stanowiły nieodłączną część omawianego "systemu symboli". Część tak istotną, że jedno z moich dzieci nabawiło się choroby związanej z imieniem jednej z tych osób. Zastanawiałam się, jak utrzymać tę dynamikę używając jednocześnie pseudonimu dla tej osoby. W końcu rozwiązałam ten problem znajdując pseudonim, który był jednocześnie nazwą choroby i imieniem.

Opisując całą tę sytuację zadawałam sobie pytania o rolę, jaką jaką przyjdzie odegrać tej osobie (będziemy nazywać ją Candida, lub w skrócie Candy) w mającym się wkrótce rozegrać dziwnym dramacie.

W tymże okresie naszego życia, kiedy to zbliżaliśmy się do przełomu w kontakcie z Kasjopeanami (chociaż wtedy o tym nie wiedzieliśmy), pojawiło się mnóstwo energii działającej przeciwko nam, głownie przeciw mnie, do tego stopnia, że moje życie było dosłownie w niebezpieczeństwie, i to nie jeden raz. Wygląda na to, że źródło tego niebezpieczeństwa było skupione wokół dwóch różnych grup, a jedynym wspólnym elementem łączącym te dwie grupy była ta właśnie kobieta, Candy. Ponadto, jedynym możliwym "powiązaniem" tych grup ze mną była moja przyjaźń z Candy. (To naprawdę dziwna opowieść, jak wkrótce się przekonacie.)

Co ciekawe, w czasie, gdy pisałam tę historię - a zaczęło się od moich doświadczeń z Reiki - dyskusja w Kasjopeańskich grupach mailowych skierowała się ku Reiki! Cóż, nie jest to aż tak nadzwyczajne. Przywykłam do tak "typowych" synchronizacji.

Po paru dniach intensywnej pracy (wyzwaniem było ujęcie tego w słowa, z powodu niezwykłości i złożoności tej sytuacji oraz wielopoziomowości interakcji), czułam że jest ukończona i szykowałam się do wykonania kolejnego planu. Chcąc kliknąć na ikonkę "zminimalizuj" na górze okna nieumyślnie wcisnęłam ikonę "zamknij". Cóż, zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam, więc kiedy pojawił się ostrzegający komunikat, ZAŁOŻYŁAM, że jest to tekst "Czy na pewno chcesz zakończyć?" i szybko kliknęłam "nie". Ale komunikat NAPRAWDĘ brzmiał: "Czy chcesz zapisać zmiany w pliku." W ten sposób całodniowa praca została zmarnowana. (Tak, zapomniałam o zapisywaniu co dziesięć minut. Nie zastosowałam ŚWIADOMOŚCI i CZUJNOŚCI!)

Co gorsza, był to temat, na który nigdy wcześniej nie pisałam, więc była to praca z pierwszej ręki. Wiele z tych stron zawierało fragmenty transkryptów, cytaty z zeskanowanych i skonwertowanych do plików tekstowych książek oraz kilka stron pozbieranych stąd i z owąd moich tekstów, które miały połączyć wszystko w sensowną całość. Był to pierwszy raz kiedy musiałam pisać wszystko od samego początku - i wszystko straciłam.

Zrobiło mi się NIEDOBRZE. Około 20 stron harówki w pocie czoła.

Wyszłam na zewnątrz podlać kwiaty i zastanowić się przez chwilę, podczas gdy Ark przeszukiwał system w nadziei, że jest jakiś sposób aby odzyskać plik. Bez powodzenia. Wszystko przepadło. Sayonara. Hasta la Vista! I takie tam.

Zastanawiałam się nad poziomem zdemaskowania systemu kontroli, które mogłam aktywować w tej historii, oraz faktem, że bez wątpienia nie życzy sobie on (system kontroli) być w ten sposób ujawniany. Myślałam o grupach, o których pisałam, i o ich możliwych powiązaniach z mrocznymi wydarzeniami tutaj, na tej Wielkiej Niebieskiej Kuli. Natknęłam się na nie przypadkiem, byłam w stanie odczytać wskazówki i wyplątać się z tego, że tak powiem, w samą porę, z pewnością widziałam coś w rodzaju "człowieka za kurtyną", którego większość ludzi nie widzi i przez to nie przetrwa. Próbowali mnie wtedy zabić i jeżeli już wtedy tego chcieli, to z pewnością, w pewnym sensie "przeczuwali", że ich manewry i manipulacje mogły zostać ujawnione i mogli w pewien sposób wyciągnąć w moją stronę coś w rodzaju "macki umysłowej", by wygenerować zniecierpliwienie i mentalne zamieszanie w stanie skrajnego zmęczenia, w wyniku czego nie przyłożyłam dostatecznej uwagi, gdy zamykałam plik.

Wróciłam do środka i Ark powiedział mi, ze teraz to JEGO komputery zaczęły nawalać. Zachowywały się bardzo dziwnie, utrata pliku podobna do tego co mnie się przytrafiło; zastoje; padł serwer; e-grupy stały się nagle niedostępne; jego lampa halogenowa nagle przestała działać itd. Wszystko to na dokładkę do sflaczałej opony samochodu i drogiej naprawy hamulców w furgonetce w dniach poprzedzających uruchomienie rosyjskiej strony internetowej. Zaczęłam myśleć, że może przekraczałam jakąś granicę moimi odkryciami.

Zabrałam moje podręczne karty Russian Gypsy i poszłam do pokoju, w którym spotykamy się na sesjach. Tasując je przez chwilę, myślałam o tym, co powinnam zrobić. Zaczęłam je rozkładać.

Ten kto wie o jakiej tali kart mówię, wie również, że każda karta podzielona jest na cztery części, a każda z nich stanowi połowę obrazka. Jest 25 kart i 50 obrazków. "Odczytuje się" tylko te karty, które tworzą "cały" obrazek, złożony z dwóch kart leżących obok siebie. W przypadku, kiedy karty nie są ułożone tak, że połówki tworzą obrazek, powinno się obracać dwie sąsiednie karty tak, aby pasujące części się spotkały. Ponieważ przylegająca połówka każdego z obrazków mogą być nad, pod lub po którejś ze stron, to obrazek może przyjąć jedną z czterech możliwych pozycji bądź "kierunków". Ten kierunek wpływa na sposób "odczytywania" obrazka.

Za każdym razem, kiedy używam tych kart, mam co najmniej trzy "pasujące" obrazki. Jest to dosyć normalne. Jednak tym razem, żadna karata do siebie nie pasowała - dopóki nie doszłam do ostatniego rzędu kiedy to spasował się obrazek numer 26. bez potrzeby obracania którejkolwiek z kart. (To nie zdarza się często!!)

Co wskazywał obrazek nr 26? Na obrazku była książka.

Pytanie brzmiało, czy powinnam pominąć opowiedzenie tej historii - z pewnością symbolizowanej przez "książkę". A oto interpretacja: "Sekret, który ci wyjawiono, będzie ujawniony. Bez względu na to, czy ujawnisz go ty, czy ktoś inny. Wiedza i informacje stale się zmieniają i to co jest sekretem w jednej chwili, w następnej może stać się jawne. Nie powinno cię to martwić, jeśli byłaś uczciwa i szczera w swoich poczynaniach". Później były jeszcze inne permutacje kart, które nie dotyczyły już tej sprawy, lecz ta na pweno dotyczyła.

Zdecydowałam się więc napisać wszystko od nowa i podnieść odrobinę swoją świadomość...

I wtedy znowu wydarzyło się coś bardzo dziwnego.

Wszystkie e-maile przychodzące z naszej witryny trafiają do Arka, a on przesyła mi te z nich, które są konkretnie do mnie. Dokładnie w tym momencie, kiedy przydarzyła mi się ta fatalna wpadka z zamknięciem pliku bez zapisania, Ark otrzymał jeden taki e-mail i przesłał mi go. Ja byłam jednak tak rozstrojona tym, co mi się przydarzyło, że siadłam przy komputerze dopiero następnego dnia i wtedy go przeczytałam:

Cześć Lauro, jestem przyjaciółką [Candy]. Opowiedziała mi ona o Kasjopeanach i o tym, że jakiś czas temu razem nawiązałyście tę łączność. Jeśli to ty, to ona chciałaby się z Tobą ponownie skontaktować.

Historia pojawiania się Kasjopean jest dosyć dobrze znana i wielu różnych ludzi było tego świadkiem. Częściowo pisałam już o ludziach, którzy przychodzili i odchodzili w okresie wczesnych eksperymentalnych sesji i którzy nie mieli cierpliwości lub ochoty pozostać dłużej. Candy była jedną z tuzina przypadkowych uczestników. Zastanowiło mnie stwierdzenie, że to my dwie "zaczęłyśmy" te sesje! Jak pokażą nagrania, Candy była obecna jedynie na dwóch wczesnych kasjopeańskich sesjach, choć była na 4 innych sesjach poprzedzających kontakt z Kasjopeanami.

[kontynuujemy]

Fakt, że Candy najwidoczniej mówiła swoim przyjaciołom o swojej "roli", świadczy o pewnym "wykręceniu" mojej rzeczywistości przez System Kontroli.

Jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że Candy (zwróćcie uwagę - za pomocą osoby trzeciej, jakiegoś "agenta") próbowała skontaktować się po prawie sześciu latach w dokładnie tym samym czasie, gdy straciłam plik O NIEJ. Ponadto, byłam właśnie w trakcie zastanawiania się, czy była ona niewinną ofiarą tych "ciemnych" grup, z którymi się za jej pośrednictwem zetknęłam, czy też była dobrze poinformowanym i wiedzącym co robi uczestnikiem.

Problem w tym, że JĄ LUBIĘ! Polubiłam ją od pierwszej chwili. Poza wszystkim innym jest urocza, przyjazna, pełna życia i zabawna. Widzenie tego wszystkiego, co zobaczyłam pisząc o całej tej serii wydarzeń, było bardzo trudne.

Lecz pójdźmy dalej i głębiej: jaki chytry System Kontroli może być do tego stopnia świadomy ludzkich myśli, intencji i poczynań, że możliwe staje się "zaaranżowanie" takiej synchronizacji?

Pomyślałam wtedy, że było by miło, gdyby okazało się, że chciała się ze mną skontaktować, ponieważ zerwała z ludźmi, którzy, jak dla mnie, są nieodłączną częścią manifestacji umysłu Drapieżnika albo frakcji Jaszczurek, jeśli chcecie to tak nazywać. Było by miło.

Zadzwoniłam więc do Terrego i Jan, żeby podzielić się z nimi tą dziwną serią zdarzeń. Oboje są tak samo jak my zaznajomieni ze sposobami, w jakie energia w otoczeniu staje się chaotyczna a nawet destruktywna, kiedy "w powietrzu" czai się istotna zmiana . Terry doradził mi, bym była bardzo ostrożna i w ogóle nie zadawała się z Candy - czyż nie dostałam już wcześniej nauczki? Chyba dość "znaków" wyszło na jaw w pierwszych naszych kontaktach, dzięki czemu się za bardzo nie poparzyłam, i nie muszę jeszcze raz wkładać ręki w ogień?

Przyznałam mu rację. Ale ja naprawdę LUBIĘ Candy! Sprawia mi to ogromny ból, kiedy uświadamiam sobie, że była przyjazna i próbowała się do mnie zbliżyć, żeby móc być "kanałem ataku", że tak powiem. Może tym razem byłoby inaczej?

Nie, powiedział Terry. Nie ma szans!

Ale... - zastanawiałam się. Posłużyliśmy się więc księgą I Ching. O co chodzi z Candy?

Heksagram 39: PRZESZKODA
Powyżej: Bezdenna woda
Poniżej: Unieruchomienie, Góra

Heksagram obrazuje niebezpieczną przepaść leżącą przed nami oraz stromą, niedostępną górę wznoszącą się za nami. Jesteśmy otoczeni przeszkodami. Lecz góra, której atrybutem jest nieruchome trwanie, daje nam wskazówkę, jak możemy się z tego wyplątać. W obliczu niebezpieczeństwa musimy trwać niewzruszenie. Nasza uwaga musi być ukierunkowana na pokonanie przeszkód. Przeszkoda nie jest stanem trwałym.

6 na 4 miejscu: dążenie (going) prowadzi do przeszkód. Nadchodzenie (comin) przynosi jedność. Bądźcie ostrożni, aby nie uwikłać się w konflikty i procesy sądowe, ponieważ te mogą spowodować wiele problemów. Jeżeli nadal będziecie wytrwali w pracy, możecie zostać nagrodzeni. Jeżeli chodzicie do szkoły, możecie spodziewać się docenienia, a później dobrej pracy.

No cóż, w tym przypadku góra "stojąca nieruchomo" nie ma być ruszona z mojej "sytuacji", która oznacza kontynuowanie pracy nad ujawnieniem tego Systemu Kontroli. Oczywiście będę musiała pisać bardzo ostrożnie, żeby uniknąć wplątania się w konflikty, a może i w procesy sądowe, aczkolwiek myślę, że to drugie jest mało prawdopodobne.

W wypadku moich komentarzy na temat materiału Ra i teraz, mojej pracy nad ujawnieniem Systemu Kontroli, spotkaliśmy się dokładnie z tym, co przewidywał dr. Vallee:

Istnieją sposoby uzyskania dostępu do poziomu odniesienia każdego systemu kontroli. Nawet dostatecznie sprytne czy odważne dziecko może wspiąć się na krzesło, przestawić termostat i spowodować reakcję.

Jest dla mnie oczywiste, że coś się tu DZIEJE. Ucząc się tego wszystkiego wiele sama wycierpiałam. Mówienie o tym wydaje sie być próbą ponownego dostania "w skórę". Lecz jestem zaznajomiona z tą odpowiedzią i mam nadzieję, że będę w stanie działać uważnie. Dotarłam aż tutaj, więc pozwólcie, że będę kontynuować tę historię.

Teraz gdy kończę już i formatuję tekst, dobrze by było, gdyby czytelnik zapoznał się z czymś (link poniżej), co odegra dość ciekawą rolę w historii, o której zamierzam wam opowiedzieć. (Jeśli ten link nagle jest "niedostępny" dajcie mi znać. Mam ten plik.) To ważne i będziemy o tym mówić na parę sposobów.

The Greenbaum Speech

 

Jesteś gościem o numerze