Zakochana egzorcystka - Opowieść wielu możliwości

Artykuł - Thomas French, Laureat Nagrody Pulitzera
Publicysta St.Petersburg Times, Floryda, USA
Zdjęcia: Cherie Diez



Rozdział 6

Lauro, droga Lauro - brzmiał e-mail - Jesteś prawdziwa. Nie jesteś wymyślona.

 


PRZED RYZYKOWNĄ DECYZJĄ: Miesiące poprzedzające decyzję o rozwodzie Laura spędziła na próbach zrozumienia, co działo się z jej życiem. "Umierałam", mówi teraz. "Musiałam pojąć, dlaczego, i zmienić to co było konieczne, bym mogła żyć dostatecznie długo, żeby widzieć, jak dorastają moje dzieci. A to doprowadziło mnie do stwierdzenia, że rozwieść się znaczy móc żyć".

2 kwietnia 1996 roku Laura zadzwoniła do mnie i oświadczyła, że zamierza się rozwieść.

- Lewis i ja - powiedziała - rozwiedziemy się za porozumieniem stron.

Aż do tej chwili Laura nie powiedziała nic, co mogłoby świadczyć, iż jej małżeństwo jest na granicy rozpadu. Mimo moich wścibskich pytań, Laura zachowywała dyskrecję w kwestii swojego związku z Lewisem.

W następnych tygodniach powiedziała mi, co poszło źle. Podzieliła się swoim długotrwałym uczuciem izolacji i wyalienowania, poczuciem, że Lewis przez wiele lat zachowywał dystans, swym dokuczliwym podejrzeniem, że poświęciła życie niewłaściwemu mężczyźnie. Chociaż powiedziała, że była to ich obopólna decyzja, jednak czułem, że ostatnie słowo należało raczej do niej.

Laura mówiła rzeczy, które zwykle mówią ludzie, gdy się rozwodzą. Twierdziła, że Lewis jej nie rozumie, że czuje jak ich kłótnie ją osłabiają, że martwi się o dzieci i że nie ma pomysłu jak zapłacić swoje rachunki. Próbowała zaciskać zęby, żeby jakoś się im układało, ale nie pomogło.

- Wierzyłam, że jeśli będę po prostu kochać go wystarczająco długo i wystarczająco mocno, to on się przebudzi - mówiła.

Było coś więcej. Laura twierdziła, że Lewis nigdy nie popierał jej channelingu ani innych paranormalnych zajęć. Wydawało się jej, iż zmienił się w sposób zaskakujący. Stał się bardziej chłodny i zdystansowany. Głośno zastanawiała się, czy Jaszczurki w jakiś sposób go podmieniły lub przekształciły w podobne do zombie stworzenie, co miałoby być częścią kampanii torpedowania jej działań. Mówiła, że to nie jego wina.

- To dzieje się przez jego związek ze mną - stwierdziła.

Lewis wyprowadził się z domu i zniknął. Jednakże pozostawał w kontakcie z dziećmi. Nigdy więcej go nie widziałem, aczkolwiek kiedyś złapałem go przez telefon i rozmawiałem z nim o tym, co poszło nie tak. Jego wersja nie różniła się specjalnie od wersji Laury. Mówił, że od lat borykali się z problemami finansowymi i ostatecznie utracili wzajemne porozumienie. Pomimo ich rozstania, Lewis wypowiadał się o Laurze z szacunkiem. Mówił, iż wierzy, że Laura jest prawdziwym medium i posiada zdolności do komunikowania się z istotami za pomocą channelingu. Starał się wspierać jej działania, ale doprowadziła je do punktu, w którym godziły w jego - chrześcijańskiego fundamentalisty - system wierzeń.

- Próbowałem być tolerancyjny - powiedział - ale to wszystko wymknęło się spod kontroli.

Lewis unikał krytykowania Laury. Przyznał, iż martwił się, że niektóre z istot, z którymi Laura miała channeling mogą być nieżyczliwe. Nie był więc zaskoczony, gdy dowiedział się, że Laura zastanawiała się czy manipulowały nim Jaszczurki, słyszał już wystarczająco dużo. Jednak nie zdawał sobie sprawy, że naprawdę brała po uwagę taką możliwość. Powiedział, że to zraniło jego uczucia.

Mnie specjalnie nie zaszokowały podejrzenia Laury, że Lewis został zmieniony w swego rodzaju zombie. Ludzie używają własnych terminów na opisywanie świata, patrzą przez swój pryzmat. W przeszłości słyszałem od nawróconych (born-again) chrześcijan z problemami małżeńskimi o tym jak to Szatan wtargnął w ich współmałżonka i manipuluje nim. Co to za różnica? Po prostu Laura chciała w ten sposób powiedzieć, że Lewis stał się dla niej obcy i przestała mu ufać.

Wciąż jednak decyzja Laury była niepokojąca. Nie dość, że postanowiła się rozwieść, nie prosiła także o pomoc w utrzymaniu dzieci. Lewis stracił ostatnio pracę w firmie budowlanej i Laura nie sądziła, że może mieć jakąś wolną gotówkę. Chciała natomiast - i według jej słów Lewis przystał na to - zatrzymać dla siebie dom i rodzinnego vana, jedno i drugie już spłacone, oraz połowę ich oszczędności.

Nie mogłem sobie wyobrazić jak Laura zamierza to rozwiązać. Nie miała pracy, pomijając jej paranormalne zajęcia, a i te nie przynosiły sensownego dochodu. Poza tym twierdziła, że rodzinne oszczędności nie są zbyt pokaźne. Jak więc miała zapłacić rachunki? A także, jak miała powstrzymać Lewisa przed próbą przejęcia opieki nad dziećmi? Co jeśli Lewis zeznając przed sądem opowie, ze jego dzieci mieszkają z matką zajmującą się egozrcyzmami, odczepianiem duchów oraz konwersacjami z istotami szóstej gęstości?

Laura miała wtedy 44 lata. Była w najgorszej kondycji psychicznej, w jakiej zdarzyło mi się ją widzieć. Nie było to zaskakujące, gdy wiedziało się przez co emocjonalnie musiała przejść. Miała pięcioro dzieci, w wieku od 6 do 17 lat, ze wszystkimi dramatami i komplikacjami, jakie mogą się z tym wiązać. Miała też dwa psy i dom w kiepskim stanie, wymagający remontu. Z domu tego prawie nie wychodziła, z wyjątkiem zakupów czy podwożenia dzieci. Zwykle spędzała dnie i noce na czytaniu i pisaniu w komputerze.

Decyzja Laury wydawała się szalona. Wybiegając myślą w przyszłość trudno mi było wyobrazić sobie, by rozwód ten mógł przynieść coś dobrego. Widziałem jak Laura traci dom, możliwe, że traci nawet dzieci. Widziałem ją samotną, pogrążoną w goryczy i rozczarowaniu.

Zachowałem te obawy dla siebie. To wciąż było jej życie i walczyła o nie najlepiej jak potrafiła.

* * *

Następne miesiące były ponure.

Laura kontynuowała swoje badania, pisanie oraz w każdy sobotni wieczór - sesje channelingowe. Ale rzecz jasna nie miała do tego serca. Laura przyznała, że sypiała więcej niż zwykle. Przybrała na wadze. Kiedy dzwoniłem wydawało się, że ledwie wystarcza jej sił, by odebrać telefon.

Wcześniej Laura pracowała jak szalona, działała z mocą trzech ludzi. Teraz wszystko w niej jakby się wyłączyło. Snuła się raczej niż poruszała.

Twierdziła, że nigdy nie żałowała swojej decyzji, że rozwód był właściwym rozwiązaniem. Ani razu nie zmieniła zdania w tej kwestii. Wszelako zdawała sobie sprawę, że dla każdego członka rodziny cała ta historia była jak wyrywanie z ciała wnętrzności. Zamartwiała się tym, jak zapłacić rachunki i zaopatrzyć lodówkę w jedzenie. Mówiła, jak bardzo dzieci tęsknią za ojcem i jak ogromnie są zranione.

Mijały tygodnie, Laura zdawała się coraz bardziej pogrążać. Bezustannie kręciła się w wirze bestialskich obrazów świata wokół niej.

- Wydaje mi się - powiedziała pewnego dnia - że istnieją dwa typy ludzi. Są drapieżnicy i są ofiary.

Zapytała K's, dlaczego czuje się tak samotna i sfrustrowana. Odpowiedzieli jej, że nosi w sobie gniew, który związany jest z wieloma sprawami z przeszłości, nie tylko z Lewisem, ale również z Jaszczurkami oraz jej uprowadzeniami w dzieciństwie.

W pewnym momencie poszła do psychiatry. Później opowiadała mi co się stało. Laura przedstawiła psychiatrze historię swego życia, powiedziała o twarzy za oknem oraz innych niepokojących epizodach z dzieciństwa. Psychiatra zasugerował, że powinna wziąć pod uwagę możliwość urazu, powstałego gdy była dzieckiem. Nie zgodziła się z tym. Twierdziła, ze jej wspomnienia tych wypadków są zbyt żywe i prawdziwe, aby mogły zostać wymyślone. Laura naciskała na lekarza, by jej pomógł. Co powinna zrobić? Jak miała uporać się z prześladującymi ją wspomnieniami? Lekarz twierdził, ze powinna spróbować przestać o nich myśleć, nauczyć się wyłączać tę sferę umysłu. Laura nie sądziła, żeby to było możliwe. Jak można wyłączyć coś tak ważnego?

Laura była u psychiatry tylko kilka razy. Powiedziała, że orzekł, iż jest zdrowa i nie musi już do niego wracać.

Minęło kilka tygodni a jej smutek zdawał się rosnąć. Głośno zastanawiała się, czy "mroczne siły" postanowiły ukarać ją za jej śmiałość widzenia ich i mówienia o nich. Cytowała złowieszcze wyjątki z Biblii na temat Ewy zjadającej jabłko z drzewa poznania, a jej oczy zalewały się łzami "słodkogorzkiego morza wiedzy". Przesyłała mi także e-maile brzmiące jak cytaty z Biblii.

Pisała o wybuchających wulkanach, gotujących się morzach pod niebem gotowym zdmuchnąć człowieka niczym garstkę pyłu. Opowiadała mi, jak jadąc przez New Port Richey przekroczyła spokojne prądy rzeki Pithlachascotee i ujrzała baldachim koron dębów rozciągnięty nad drogą oraz obsypane kwiatami drzewa jakarandy, przepuszczające błogosławione światło Słońca. Jednak żaden z tych widoków nie sprawił, że poczuła się lepiej.

- Ponieważ we wszystkich tych rzeczach czai się śmierć i zatrata - pisała. - Wszystko na co patrzysz, pożera coś innego.

Melodramatyczne, owszem.

Jednakże zrozumie to tylko ten, kto przeżył rozwód we własnym życiu.

* * *

E-ROMANS: W sierpniu 1996 r. Laura przygląda się Arkowi na zdjęciu, które właśnie jej przysłał z Polski.

W lipcu, trzy miesiące po rozpadzie małżeństwa, Laura znowu skontaktowała się ze mną, aby podzielić się kolejna porcją nowin.

Mówiła, że poznała mężczyznę. To znaczy nie poznała go osobiście. Rozmawiała z nim za pomocą komputera. Była zachwycona.

Twierdziła, iż to K's nakierowali ją na tego człowieka. Sama ledwie w to wierzyła, ale to była prawda. K's dali jej pewne instrukcje i kierując się nimi, trafiła wprost do niego. Opowiadała o nim nie mogąc złapać tchu.

Był fizykiem.

Mieszkał w Polsce.

Byli zakochani.

* * *

Wszystko zaczęło się dość normalnie, od grawitacji.

Tak, grawitacji. Niewidzialnej siły, która spają ze sobą obiekty. Przejawiające się w całym wszechświecie przyciąganie pomiędzy planetami, gwiazdami i innymi ciałami niebieskimi.

Pewnego wieczoru, kilka tygodni wcześniej, Laura tłumaczyła mi o co chodziło K's w kwestii grawitacji. Kiedy Laura i Freddie przeprowadzali channeling, próbowali rozmawiać z K's o czymś innym. Ale K's chcieli mówić o "niestabilnych falach grawitacji", czymkolwiek one były. Powiedzieli jej, iż powinna zgłębić ten temat.

- Dobra - odpowiedziała Laura - Niestabilne fale grawitacji. Zobaczymy, co uda mi się odnaleźć.

K's na tym nie skończyli. Chwilę później powiedzieli jej:

"MAMY NA MYŚLI CIEBIE LAURO, MEDYTUJ NAD NIESTABLINYMI FALAMI GRAWITACJI, JAKO NAD CZĘSCIĄ BADAŃ. NIESTABILNE FALE GRAWIATCJI UJAWNIĄ NIEZNANE JESZCZE SEKTERY FIZYKI KWANTOWEJ, CO UCZYNI OBRAZ KRYSTALICZNIE CZYSTYM".

W następnych tygodniach K's wracali do tematu grawitacji. Laura złożyła ze sobą wszystkie fragmenty dotyczące grawitacji, dodała do tego inne związane z fizyką i zamieściła to w internecie, na liście dyskusyjnej popularnej wśród badaczy UFO, astronomów oraz różnego rodzaju naukowców. Potrzebowała pomocy. Czy ktoś mógłby przeczytać ten materiał i powiedzieć jej, o co w tym chodzi?

Kilka dni później otrzymała e-mail od mężczyzny, który chciał dowiedzieć się czegoś więcej na temat jej badań. Wyjaśnił jej, iż jest profesorem na Uniwersytecie Wrocławskim, w Polsce, w instytucie fizyki teoretycznej. Mówił, ze nazywa się Arkadiusz Jadczyk, ale prosił by nazywała go Ark.

Wymieniali się e-mailami przez następnych kilka dni. Na początku rozmawiali głównie o fizyce. Okazało się, że Ark ma stronę w internecie, poświęconą, między innymi, falom grawitacji. Po przeczytaniu zawartości strony, Laura była podekscytowana. Kontynuowali korespondencję, coraz lepiej się poznając. Nawet za pośrednictwem komputera i przez cała szerokość oceanu Laura czuła wzrastającą pomiędzy nimi energię.

Sprawy przybrały taki obrót, że w ciągu kilku tygodni, dzieląc się historiami swojego życia, porównując zapiski, flirtując w internecie, wyznali sobie miłość. Sami niemal nie mogli uwierzyć w to, co się dzieje.

"Lauro, droga Lauro", pisał Ark w jednym z e-maili, "jesteś prawdziwa. Nie jesteś wymyślona".

Mówił, ze ma 52 lata. Był żonaty, ale małżeństwo to było martwe od lat. Co więcej, był fizykiem, który poświęcił swoje życie badaniom natury świadomości, czasu i przestrzeni, struktury rzeczywistości - czyli wszystkich tych rzeczy, które zajmowały Laurę od dziecka.

Wymienili się fotografiami. Laura wysłała klika, z różnych okresów życia. Ark przysłał portret przedstawiający smukłego mężczyznę o delikatnych rysach i przerzedzonych, białych włosach. Przysłał także taśmę, na której śpiewa dla niej po polsku. Kiedy mi ją włączyła, nie rozumiałem z tego nic, z wyjątkiem jednego słowa, wyśpiewywanego łagodnym głosem:

"Laura.. Laura..."

Niebawem Laura zaczęła mówić o nich dwojgu w kategoriach wieczności. powiedziała, że połączeni są "miłością kosmiczną". Była przekonana, że Ark był tym mężczyzną, o którym śniła tyle lat wcześniej, mężem zabitym przez nazistów, którego widziała w swojej wizji. Twierdziła, że przeznaczeniem ich jest być razem. Była tego pewna.

E-maile Arka jednoznacznie mówiły, iż czuje dokładnie to samo. Facet wpadł po uszy.

"Zobacz co się stało", napisał do Laury pod koniec sierpnia, zaledwie w miesiąc od rozpoczęcia korespondencji. "Niemożliwe stało się rzeczywistością. To co zrobiliśmy przez tych czterdzieści dni jest zupełnie nieprawdopodobne. Jak eksplozja, jak potop. Jak fuzja - ale kontrolowana".

Uwielbiałem fuzje. I tego fizyka pracującego nad nimi.

"Masz rację", Ark angażował się coraz bardziej. "Złóżmy to wszystko w książkę, a nikt nam nie uwierzy. SAMI byśmy w to nie uwierzyli. Gdyby nie fakt, że książka ta jest naszego autorstwa. W jakiś sposób udało się nam nie obawiać marzeń. I w jakiś sposób nasze marzenia znalazły drogę realizacji. Jakimś sposobem słowa wypowiadane przez nas z wiarą - choć nie było powodu, by w nie wierzyć - jakimś cudem te słowa się ziściły".

Szedł coraz dalej..

"Każdy dzień jest nowy. Każdy nowy dzień jest oczekiwany. Wiemy, jak wiele jeszcze jest do zrobienia. Wiemy, że nawet nie zaczęliśmy. A mimo to nie ma już odwrotu."

Ark wydawał się idealny dla Laury. W rzeczywistości był niemal zbyt dobry, by mógł być prawdziwy. Więc sprawdziłem to.

Wolałem nie widzieć Laury zdruzgotanej rozczarowaniem. Nie chciałem przekonać się, że jej bratnia dusza jest w rzeczywistości czternastolatkiem z Filadelfii, robiącym to, co zwykle robią czternastolatkowie po drugiej stronie komputerowego łącza. Poprosiłem jednego z badaczy z czasopisma Time o sprawdzenie, czy Arkadiusz Jadczyk istnieje naprawdę.

Faktycznie istniał. Nawet w roku 1995 roku otrzymał coś zwanego nagrodą Humbolta, która jeśli dobrze zrozumiałem, była poważnym osiągnięciem w świecie fizyków. Laura już wcześniej mówiła mi o nagrodzie Humbolta. Kiedy odkryłem, że to prawda, zatrzymałem ten fakt dla siebie. Nie chciałem obrazić jej przyznaniem się, że czułem potrzebę sprawdzenia Arka.

Laura była szczęśliwa jak nigdy. Nagle zaczęła bardziej o siebie dbać. Każdego wieczora pływała w basenie, uprawiała gimnastykę, zwracała uwagę na to, co je. Szybko traciła na wadze.

Jednak transformacja sięgała o wiele głębiej. Laura dobrze się czuła ze sobą, ze swoim życiem, z przyszłością. Znowu się śmiała, znów miała energię do pracy, po raz pierwszy od miesięcy grała na pianinie.

Powiedziała mi, że czynią plany, aby Ark przyjechał do Stanów Zjednoczonych tak szybko jak to możliwe. Najpierw przyjechałby z wizytą, tylko na kilka tygodni, ale potem wróciłby na stałe. Ark zamierzał znaleźć w okolicy posadę nauczyciela. On i Laura zakończyliby swoje sprawy rozwodowe.

Pobraliby się. Do tej chwili rozmawiali ze sobą jedynie za pomocą komputera oraz przez telefon. Co będzie, kiedy w końcu spotkają się osobiście? Co jeśli Ark okaże się inny, niż Laura wierzyła? Co jeśli Laura nie będzie tą osobą, której Ark oczekiwał? Co jeśli dzieci, dom, sesje channelingowe, to będzie dla niego zbyt wiele?

Niebawem się przekonamy.

* * *

Ark wylądował na międzynarodowym lotnisku w Tampa we wtorek, 11 lutego 1997 roku, dzień przed 45 urodzinami Laury.

Chcieliśmy z Cherie być tam obecni. Pragnęliśmy być naocznymi świadkami momentu, kiedy Laura i Ark pierwszy raz spojrzą sobie w oczy. Ale Laura nie podzielała naszych dążeń. Nie ujawniła nawet numeru lotu, numeru linii czy nawet dnia jego planowanego przybycia. W tym momencie chciała mieć Arka tylko dla siebie.

Czy można ją za to winić?


WKRACZA BATMAN: Laura ponownie połączona z Arkiem, na międzynarodowym lotnisku Tampa w październiku 1997r. Wrócił, żeby na stałe zamieszkać w USA, i tym razem miał ten plecak z Batmanem, który przy pierwszej wizycie pomógł Laurze rozpoznać go w tłumie.   

Pozwolono nam zobaczyć się z Arkiem kilka tygodni później. Zaprosiliśmy jego i Laurę na obiad. Laura wspomniała, że Ark nie je zbyt dużo, więc wybraliśmy restaurację sałatkową "Słodkie Pomidory" na 19 U.S. Gapiliśmy się na niego znad naszej sałaty.

Ark wygądał jak na zdjęciu, był tylko nieco smuklejszy i bledszy. Biel jego włosów była uderzająca, a akcent miał cudowny. Nigdy nie ważył więcej niż 64 kilogramy. Był uroczy i delikatny. Miał łagodne, acz nieustające poczucie humoru.

Tego wieczoru oraz zawsze, kiedy widziałem Laurę i Arka razem, było zupełnie oczywiste, że się ubóstwiają. Trzymali się za ręce, całowali, nieustannie uśmiechali. Ponadto Ark bardzo dobrze czuł się w towarzystwie dzieci Laury. Lubił je, a można było odnieść wrażenie, że i on im się spodobał.

Jeśli chodzi o sesje channelingowe Laury, to Ark znalazł w nich upodobanie. Jeśli nawet sądził, że nieco dziwacznym było siadanie wokół tabliczki spirytystycznej i zadawanie pytań bezcielesnym istotom, to nie zdradził się z tym. Sam miał wiele pytań do Kasjopean, mówił, że pragnie ich pomocy w swoich badaniach.

Kiedy pierwszy raz usiadł przy tabliczce spirytystycznej, zapytał K's o to, co leżało przed nim. Właśnie czytał zapisy sesji, w których K's mówili, że on i Laura mają "wyznaczoną misję".

- Moje pierwsze pytanie brzmi - mówił Ark - chcę zrozumieć, czym jest ta "przeznaczona misja", co się na nią składa?

"SKŁADA SIĘ Z PODĄŻANIA ŚCIEZKĄ, W OBLICZU KTÓREJ STANĄŁEŚ", nadeszła odpowiedź. "NIE POWIEMY CI O PRZEZNACZONEJ MISJI, BO WTEDY NIE BYŁABY JUŻ 'PRZEZNACZONA'. UCZYSZ SIĘ PRZEZ DOŚWIADCZENIE I JAK SAM CZUJESZ, STOISZ NA PROGU DOŚĆ GŁĘBOKIEGO DOŚWIADCZENIA".

Kiedy Ark zapytał o znaczenie "głębokiego doświadczenia", K's odmówili konkretnej odpowiedzi, mówiąc jedynie, że znalazł się w punkcie zwrotnym. Laura także kontynuowała zadawanie pytań. Chciała wiedzieć więcej na temat swej przyszłości z Arkiem.

- Zastanawiam się... - powiedziała - czy nasze ścieżki mają teraz biec równolegle czy też rozejdą się.

"WYDAJE SIĘ NAM, ŻE WASZE SCIEŻKI SIĘ SPLATAJĄ!"

- Dobrze - rzekła Laura - Jestem zmęczona, Ark jest zmęczony. Chcielibyście powiedzieć nam coś jeszcze dzisiejszego wieczoru?

"POŁĄCZCIE ENERGIE W POSZUKIWANIU ODPOWIEDZI, A RESZTA SAMA WSKOCZY NA SWOJE MIEJSCE".

- Powiedzieliście: "połączcie energie". Czy jest jakiś powód, dla którego ułatwi to poszukiwanie odpowiedzi?

"DOPEŁNIAJĄCE SIĘ DUSZE".

W taki sam sposób widzieli siebie Laura i Ark. Twierdzili, że budują coś więcej niż wspólne życie. Kiedy już odnaleźli się nawzajem, wkroczyli w całkowicie nowy wszechświat możliwości.

Kilka miesięcy później Laura odprowadziła Arka na samolot do Polski. Już mówił o swoim powrocie. Ark miał specjalny plecak, który zabierał w podróż samolotem. Plecak, kupiony gdzieś w Europie, ozdobiony był wizerunkiem Batmana. Po tym Laura miała rozpoznać go na lotnisku w dniu, kiedy przyleciał pierwszy raz. Powiedział jej, że będzie facetem z Batmanem na plecaku.

Teraz wyjeżdża. Ale kiedy wróci, znów będzie miał ze sobą ten plecak.

Oczywiście Ark wrócił do Laury. Znowu przekroczył ocean w towarzystwie wojownika w pelerynie.

Nic nie mogło go powstrzymać.

* * *


ZACZYNAMY: Na początku ceremonii Ark obmywa Laurze stopy. "Ja jestem światłością, która jest ponad wszystkimi rzeczami", brzmiał czytany tekst. "Rozłupcie drzewo, ja tam jestem. Podnieście kamień, a znajdziecie mnie tam",

- Jest pięć po - powiedział jeden z gości patrząc na zegarek. - Już czas. Już czas.

- W porządku - odrzekła Laura - Jesteśmy gotowi, by wziąć ślub.

Było sobotnie popołudnie, 12 września 1998 roku. Wszyscy zebrali się w domu, w New Port Richey, czekając na ceremonię, która miała rozpocząć się w salonie. Obecna była matka Laury, jej brat, a także dzieci z wyjątkiem Alethei, która musiała być w pracy. Był również Freddie wraz z wianuszkiem innych, długoletnich przyjaciół.

Panna młoda ubrana była w haftowana indyjską suknię w kolorze musztardowym oraz perłowy naszyjnik przywieziony jej z Brukseli przez Arka. Pan młody był w czarnych spodniach i czarnej bluzie, kontrastującej z jego białymi włosami. Oboje nie mieli na sobie ani butów, ani skarpetek.

Na początku Laura siedziała na krześle, a Ark przykucnął przed nią, by umyć jej bose stopy. Kiedy skończył, zamienili się miejscami i tym razem Laura umyła jego stopy. Rytuał ten symbolizować miał zaślubiny Nieba i Ziemi. Następnie oboje wstali, zapalili świece i wysłuchali tekstu odczytywanego przez kobietę - przyjaciółkę i zarazem notariusza - która przewodniczyła ceremonii.

"Ja jestem światłością, która jest ponad wszystkimi rzeczami. Ja jestem Pełnią. Rozłupcie drzewo, ja tam jestem. Podnieście kamień, a znajdziecie mnie tam".

Potem nastąpiła przysięga małżeńska, potwierdzenie przysięgi i założenie na palce złotych obrączek.

"Poprzez tę obrączkę poślubiam cię", powiedziała Laura wpatrując się w poważną twarz Arka, "i obdarzam miłością, prawdą i wszystkimi ziemskimi dobrami, które posiadam".

Dalej był pocałunek i oklaski, a Ark ze łzami w oczach objął swoja pannę młodą. No dobra - powiedziała Laura uśmiechając się radośnie podczas krojenia ciasta. - To co dalej?

 

Epilog 

Rozdział 1 | Rozdział 2 | Rozdział 3 | Rozdział 4 | Rozdział 5 | Rozdział 6 | Epilog

© Copyright 2000 St. Petersburg Times. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Jesteś gościem o numerze .