Zakochana egzorcystka - Opowieść wielu możliwości

Artykuł - Thomas French, Laureat Nagrody Pulitzera
Publicysta St.Petersburg Times, Floryda, USA
Zdjęcia: Cherie Diez



Rozdział 5

Echa wojny w Wietnamie: Zagadka Janie i jej zmarłego brata

O godzinie 22:41 Laura włączyła magnetofon.

- Dobra, ludzie. Dziś jest 3 lutego 1996 roku.


W POSZUKIWANIU KOSMICZNEJ ODPOWIEDZI: Laura i Freddie byli przekonani, że przy użyciu spirytystycznej tabliczki, którą znaleźli w jakimś katalogu, ustanowili kontakt z bytami z gwiazdozbioru Kasjopeja.

Laura z Freddiem siedzieli przy tabliczce spirytystycznej leżącej na stole w salonie. Dwa place prawej dłoni Laury i dwa palce dłoni Freddiego wyciągnięte były w kierunku centrum tabliczki, delikatnie spoczywając na planszecie. Wokół planszety rozciągał się wydrukowany na tabliczce krąg liter alfabetu.

- Cześć - powiedziała Laura, a planszeta zaczęła się poruszać, sunąc od litery do litery. Laura monotonnym głosem odczytywała litery, jedną za drugą, w nieprzerwanym ciągu.

"S-Ł-O-W-A-N-I-E-W-I-E-L-E-Z-N-A-C-Z-Ą"

W kącie pokoju, z notatnikiem i długopisem siedziała przyjaciółka Laury - Susan Vitale. Laura wypowiadała głośno litery, a Susan zapisywała je w notesie. Kiedy Laura przestawała mówić, Susan patrzyła na kartkę i głośno odczytywała to, co te litery właściwie mówiły.

"Słowa niewiele znaczą".

Wokół, w pokoju siedzieli ludzie. Byliśmy tam z Cherie, tym razem był również Lewis. Przyszliśmy, żeby obserwować, słuchać oraz dowiedzieć się wszystkiego, czym Kasjopeanie - lub ktokolwiek inny, naprawdę dostarczający tych odpowiedzi - chcieli się z nami podzielić.

- Okej - mówiła Laura. - Mamy dzisiejszego wieczoru kilka pytań. Po pierwsze: czy macie jakąś specjalną wiadomość dla kogoś z nas?

Planszeta poruszyła się.

"P-O-T-R-Z-E-B-A-D-O-S-T-A-R-C-Z-A-N-I-A-W-I-A-D-O-M-O-S-C-I-W-Y-P-Ł-Y-W-A-N-A-T-U-R-A-L-N-I-E"

Strumień liter wydawał się płynąć bez końca. Susan studiowała to co napisała, robiąc pauzy, aby podzielić ten strumień na słowa.

"Potrzeba dostarczania wiadomości wypływa naturalnie. Nie da się ustawić tej procedury poprzez specjalne wymagania czasowe".

A więc rozpoczęli. Laura i jej przyjaciele zadawali pytania. Planszeta podróżowała po tabliczce. Odpowiedzi były zapisywane, a potem głośno odczytywane.

Tego wieczoru tematy dyskusji były zróżnicowane. Laura i reszta pragnęli zapytać o zasłyszane doniesienia na temat pewnego gigantycznego statku kosmicznego, pojazdu, rzekomo wielkości ziemi, widzianego nieopodal planety Saturn. Kompletny nonsens - odpowiedzieli Kasjopeanie.

Ich dokładna odpowiedź, podana w następnym strumieniu liter brzmiała: "TO SZTUCZNIE STWORZONA OPOWIEŚĆ".

Laura zapytała, czy człowiek, którego zna, jest kontrolowany przez obcych. Czasami - nadeszła odpowiedź. Zapytała o chupacabrę, dziwne stworzenie mordujące zwierzęta i pijące ich krew, o którym to donoszono ostatnio z Puerto Rico. Niektórzy sądzili, że istota ta to obcy.

- Więc? - zapytała Laura.

Odpowiedź: "TO JEST CZYM JEST".

- Czy jest w jakimkolwiek stopniu możliwe, że ten stwór zaatakuje ludzi?

"JESZCZE CAŁKOWICIE NIE ROZUMIECIE MECHANIKI TEGO".


CZTERY ŻYWIOŁY: Symbole ziemi, wody, powietrza i ognia ozdabiają rogi tabliczki spirytystycznej używanej przez Laurę do channelingu.

Tak to się toczyło. Planszeta wciąż poruszała się od jednej litery do następnej. Na tabliczce znajdowały się także znaki interpunkcyjne, takie jak przecinek, kropka i zestaw cudzysłowów. Czasem planszeta również wędrowała w ich stronę.

Siedząc tuż obok, obserwowałem wszystko uważnie. Studiowałem ułożenie ramion i dłoni Laury oraz Freddiego, szukając znaków świadczących o tym, że celowo popychają planszetę. Niczego takiego nie zobaczyłem, ale to niczego nie dowodzi. Słuchałem odpowiedzi odczytywanych przez Laurę litera po literze. Zwykle litery pojawiały się szybko, płynąc razem bez przerw. Laura czytała je wciąż tym samym monotonnym tonem. 

Wyglądała na całkowicie skupioną, skoncentrowaną jedynie na tabliczce. Jednakże kiedy ktoś siedzący w pokoju cokolwiek mówił w przerwach między pytaniami, słyszała to i odpowiadała. Freddie wyglądał, jakby zapadł w jakiś trans. Miał półprzymknięte oczy i chyba spowolniony oddech.

Była to czwarta bądź piąta sesja channelingowa, w której uczestniczyłem, i wciąż nie miałem pojęcia, co się tak naprawdę dzieje. Czy Laura i/lub Freddie świadomie albo nieświadomie kierowali planszetą? Czy może odpowiedzi rzeczywiście pochodziły z drugiego końca Drogi Mlecznej? Już samo to pytanie było absurdalne. Jedyne co mogłem uczynić, to siedzieć, patrzeć i wytężać uwagę. 

Laura i Freddie prowadzili te sesje od 1994 roku. Po latach eksperymentów z tabliczką spirytystyczną - Laura znalazła tę tabliczkę w dziale paranormalnym, w katalogu dystrybutora książek - stwierdzili, że nawiązali w końcu łączność z istotami z innej (odrębnej) rzeczywistości. Byli to tak zwani Kasjopeanie lub - jak Laura zwykle ich nazywała - K's. Teraz Laura i Freddie odbywają z nimi konwersacje każdego sobotniego wieczora. 

Po uczestnictwie w sesjach, ciągle czułem nieodpartą potrzebę opisania tego, kim mogłyby być te istoty z szóstej gęstości i dlaczego tak chętnie przesiadują w New Port Richey, godzinami gawędząc z Laurą i Freddiem. Wiedziałem tylko to, że ponoć egzystują one na wyższym planie niż zwykli śmiertelnicy - my niestety osiągnęliśmy poziom zaledwie trzeciej gęstości - co tłumaczy, dlaczego mogą one tak po prostu wpadać do salonu Laury i dzielić się z nią tajemnicami nie tylko z przeszłości i teraźniejszości, ale również z przyszłości.

Laura czuła potrzebę wyjaśnienia kilku zagadek. Przy okazji każdej sesji wypytywała K's o swoje życie, przeszłość, los Ziemi, o wszystko, co wpadło jej do głowy. Pytała o historię, naukę, religię. Pytała o Wielką Stopę, Hitlera, prezydenta Kennedy'ego.

Od miesięcy pytała K's o swego syna, Jasona. Działo się z nim coś dziwnego już od czasu, gdy był małym chłopcem. Mówiła, że od wieku 3 czy 4 lat Jason prowadził inne życie, odrębne od tego, w którym żył teraz. Podawał szczegóły. Opowiadał o innym domu, o innej rodzinie. Mówił o czarnym psie o imieniu Samson, o braciach i siostrach, a zwłaszcza o swej przyjaciółce. Czasami prowadził długie rozmowy z tą przyjaciółką. Siadywał w łazience i wciąż z nią rozmawiał, tak jakby była przy nim. Nazywał ją Janie. 

To nie wszystko. Jason wiedział, jak był umarł w tamtym, innym życiu. Opowiadał o tym już wiele lat temu, podczas hipnozy. Powiedział, że pamięta siebie w samolocie. Leciał tym samolotem i zobaczył nadlatujący pocisk, a potem dym i ciemność.

Teraz Laura chciała, by K's pomogli jej to zrozumieć. Dlaczego Jason dźwigał te wspomnienia o innej rodzinie? Dlaczego jest przekonany, że umie latać samolotem?

Odpowiedzi ją zaskoczyły. W poprzednim życiu, powiedzieli jej K's, Jason był pilotem Air Force i zginął podczas wojny w Wietnamie, gdy jego samolot został zestrzelony przez pocisk ziemia-powietrze. Dziś, twierdzili K's, przypomina sobie szczegóły katastrofy oraz swojego wcześniejszego życia. 

Czasami, jakchoćby w tym wypadku, odpowiedzi przychodzące z tabliczki były proste i bezpośrednie. Bardzo często jednak były mętne i pogmatwane. Istniało wiele tematów, o których K's nie chcieli rozmawiać mówiąc, że poruszanie ich narusza wolną wolę ludzkości. Jak się okazało, K's przykładali wielką wagę do wolnej woli.

Wszystkie odpowiedzi, bez względu na to jak zagmatwane, były nagrywane na taśmę oraz zapisywane. Na koniec rozmowy były przepisywane w formie transkryptów. Do tej pory było już blisko 1000 stron maszynopisu i Laura zgłębiała je wszystkie, szukając wskazówek, związków, sugestii mogących w następstwie ukierunkować jej energię. Kiedy słuchało się, jak Laura o tym mówiła, było jasne, że przypuszcza, iż być może - po prostu "być może" - odkryła w końcu kosmiczny plan. Teraz próbowała dowiedzieć się, jak go odszyfrować.

Jeśli to brzmi fascynująco, to pomyślcie jeszcze raz. Czasami owszem, odpowiedzi płynące z tabliczki były interesujące, a nawet zabawne. Kilka razy K's sami kierowali je bezpośrednio do mnie lub do Cherie. Pewnego wieczora odłożyłem swój notes i szykowałem się do wyjścia, kiedy powiedzieli, żebym usiadł z powrotem. Byli przy tym kulturalni, acz niewzruszeni.

"PROSIMY NIECH PAN JESZCZE NIE WYCHODZI, PANIE FRENCH" - mówił strumień liter płynący z tabliczki.

Laura zatrzymała się.

- Dlaczego? - zapytała.

"CHCEMY POWIEDZIEĆ MU PARE RZECZY".

Usiadłem więc. Kiedy istoty z szóstej gęstości mówią ci, abyś coś zrobił, raczej ich słuchasz. Nie mogłem jednak nic poradzić na to, że chciało mi się śmiać.

To, co nastąpiło dalej, było zachęcające, lecz niespecjalnie dramatyczne. K's powiedzieli mi, że miałem trudne chwile, ale ostatecznie otworzyłem "przejście do podświadomości" i nauczyłem się, jak przeprowadzić "metamorfozę mojego bycia". Trafili tam, gdzie było trzeba.

"NADEJDZIE JESZCZE WIELE ZMIAN".

Nie wydawało się to szczególnie znaczące ze strony K's.

Większość materiału pochodzącego z tych sesji była raczej monotonna. Wydawało się, że odpowiedzi trwają wieki, każde słowo było sylabizowane po literze i zwykle odpowiedzi odnosiły się do czakr i impulsów elektromagnetycznych lub innych koncepcji, które jak się okazało, rozumieli tylko Laura i Freddie. Wielokrotnie, siedząc w salonie Laury, tłumiłem ziewanie.

Osobiście jednak odnajdywałem w tej nudzie jakieś potwierdzenie. To rzeczywiście - przynajmniej dla mnie - nadawało owym sesjom channelingowym odrobinę wiarygodności. Dlaczego przypuszczamy, że obcy będą interesujący? Czyż nie jest bardziej prawdopodobne, że gdybyśmy faktycznie mieli usiąść w ich towarzystwie, to niektórzy z nich zanudziliby nas na śmierć opowiadając o konserwacji ich hiper-pojazdów i podobnych historiach? Mówię poważnie. Jeśli K's przekazywaliby nam galaktyczne wiadomości z ostatniej chwili, obiecując nam wskazówki co do tego, jak wyleczyć raka, żyć wiecznie i odnaleźć ciało Jimmiego Hoffa, byłbym podejrzliwy. Moim zdaniem zwiększałoby to prawdopodobieństwo, że Laura tym dyryguje, próbując się popisywać. Mijał jednak tydzień za tygodniem, a sesje posuwały się z mozołem, podążając wciąż ta samą, niezgłębioną ścieżką.

" ABSOLUTNA PRAWDA JEST NIEUCHWYTNA", ogłosili K's pewnego wieczoru.

- Co więc mamy robić? - zapytała Laura.

"ZROBICIE TO, CO ZROBICIE"

Przepisywanie sesji było żmudną pracą, a mimo to Laura angażowała się w nią, zwykle ślęcząc nad klawiaturą do późnych godzin nocnych. Mówiła, iż czuła jak krok po kroku zbliża się do niektórych odpowiedzi.

W tym czasie Laura porzuciła wszelkie poważne opory w kwestii idei obcych interwencji na Ziemi. Wydawało się, iż była gotowa przyjąć do wiadomości, że obiekty UFO istnieją, a wiele relacji z porwań było prawdziwych. 

Po miesiącach studiowania transkryptów kasjopeańskich, Laura mówiła o bitwie toczonej na tej oraz innych planetach, bitwie pomiędzy siłami dobra i zła - batalii podobnej do walki światła z ciemnością, którą wcześniej opisywała na podstawie przeprowadzonych egozrcyzmów. Okazało się, twierdziła Laura, że istnieje wiele rozmaitych ras obcych, pochodzących z różnych części galaktyki. Niektórzy z nich, jak K's, zainteresowani byli tylko niesieniem nam pomocy w zrozumieniu wszechświata. Inni byli mniej przyjaźni. Laura wielokrotnie powtarzała mi, że te mroczne istoty żywią się energią, a nawet ciałem ludzkim.

Nie jesteśmy na szczycie łańcucha pokarmowego, mawiała.

Owi mroczni obcy, dowodziła Laura, byli tymi samymi gadopodobnymi kreaturami, które nawiedzały ją w dzieciństwie. Złożywszy to w całość, jej teoria mówiła, że obcy - "Jaszczury", jak zwykle ich nazywała - zagrażali jej oraz pragnęli ją kontrolować, a nawet zniszczyć. 

Im więcej pytań na ten temat zadawała Kasjopeanom, tym jej teorie o Jaszczurach stawały się bardziej złowrogie. Opowiadała o spotkanej kobiecie, która śniła, że została zgwałcona przez podobną do aligatora bestię, a dokładniej, przez Jaszczura. Laura widziała ich wszędzie. Mówiła, że wszczepiają w ludzkie ciała pewne urządzenia, żeby monitorować ludzi. Innym razem poszła jeszcze dalej. Istnieją ludzie jak zombie, którymi manipulują Jaszczury, kradnąc lub paraliżując osobowości tych ludzi, a potem używają ich pustych powłok w roli szpiegów lub żołnierzy. Nawet wyczuwała obecność Jaszczurów kryjących się za falą przemocy obecną na całej naszej planecie. 

Pewnego dnia, w marcu 1996 roku, przeprowadzałem z Laurą wywiad w jej domu, kiedy pojawił się Lewis opowiadając o strzelaninie w Szkocji. Uzbrojony człowiek wtargnął do szkoły i otworzył ogień, zabijając szesnaścioro dzieci oraz ich nauczycielkę.

-To jest dokładnie to, o czym mówię - stwierdziła Laura.

Lewis zadrwił. Najwyraźniej nie kupował tych wszystkich teorii swojej żony.

- Zwykle jestem zrównoważony, ale mogę być implantowany - mówił wywracając oczami. - Nie wiadomo.

Laura zignorowała go. Lewis wyszedł.

Po wysłuchaniu wszystkich teorii Laury na temat Jaszczurów, zapytałem ją, czy sądzi, że byli oni także odpowiedzialni za wiele domniemanych porwań przez obcych. Odpowiedziała, że tak, oraz że albo przeprowadzają porwania sami, albo też za pośrednictwem humanoidalnych obcych. Są to "Szaraki" - małe, szare istoty z wielkimi, czarnymi oczami, obecne w relacjach z porwań wielu ludzi.

A co z Laurą? Czy patrząc wstecz na te wszystkie nocne przygody ze swojej przeszłości, też uważała, że była porwana?

Kiedy pierwszy raz o to zapytałem, Laura nie odpowiedziała. Oczywiście myślała o takiej możliwości, ale gdy moje pytanie wkraczało na to terytorium, stawała się wyraźnie zakłopotana. Minęło trochę czasu i sprawiała wrażenie coraz bardziej gotowej do rozmowy na ten temat. Powiedziała, że zbierała się na odwagę, żeby zapytać o to K's, a oni potwierdzili, iż rzeczywiście, Jaszczury porywały ją niejednokrotnie od czasów dzieciństwa. Mimo tego, Laura nie chciała rozwodzić się nad tym, co dokładnie się wydarzyło.

We wszystkich rozmowach z Laurą był to jedyny temat, którego wstydliwie unikała. Kiedy wywierałem na nią naciski w tej kwestii, wierciła się na krześle, bladła i odwracała wzrok.

Nie chcę o tym myśleć - mówiła, powstrzymując łzy.

W miarę upływu czasu stawało się coraz bardziej oczywiste, że temat ten był źródłem tego, co działo się z Laurą.

Wraz z Cherie czuliśmy, że Laura autentycznie wierzy w rzeczy, o których nam opowiada. Przydarzyło jej się coś złego. Ale co to było?

Nie miałem pojęcia, że rzeczywiście Laura oraz inni ludzie mogli cierpieć na skutek potwornych spotkań z pozaziemskimi istotami. Sam nigdy nie widziałem UFO, ale nie miałem problemu z zaakceptowaniem możliwości, iż obce formy życia mogą istnieć i naprawdę niektórzy z nich mogą nie być szszególnie serdeczni czy przyjaźni. Wciąż nie bardzo wiedziałem, co mam zrobić z tym, o czym mówiła Laura.

Kiedy pewnego dnia zastanawiała się nad ludźmi, którzy są przekonani co do swojego porwania, w konwencjonalny sposób pomyślałem, iż Laura cierpi na jakiś rodzaj traumatycznego przeżycia z czasów gdy była dziewczynką, a które wkomponowane zostało w całą tę historię z obcymi, by zatuszować jej wspomnienia o molestowaniu. Niektóre szczegóły z jej wczesnej historii wydawały się pasować do tej teorii. Przez jej dzieciństwo przemaszerowała cała parada mężczyzn. Po rozwodzie rodziców, matka Laury cztery razy wychodziła za mąż, a kiedyś, jak opowiadała Laura, jeden z jej ojczymów porwał ją na kilka dni.

Zapytałem, czy kiedykolwiek została zgwałcona przez ojczyma albo kogokolwiek innego. Odpowiedziała, że nie, absolutnie nie. Kiedy spytałem o szczegóły porwania, nie znała ich. Mówiła, że prawie zupełnie niczego nie pamięta, pustka kompletna.

Przyszły mi na myśl inne możliwości. Zastanawiałem się, czy może Laura nie wyobraziła sobie tej twarzy w oknie i innych dziwnych historii po to, by wprowadzić trochę dramatyzmu do swojego życia. Czy istniała taka możliwość, że była znudzona albo samotna lub też po prostu tak zdesperowana, żeby znaleźć coś, co zajmie jej umysł, że stworzyła tę gigantyczną fantazję? A co, jeśli to wszystko - egzorcyzmy, odczepianie duchów, channeling z K's - było tylko ciężką i nieskładną grą, którą nieprzerwanie reżyserowała jej podświadomość, aby utrzymać rzeczy interesującymi?


NOWOROCZNE FAJERWERKI: Lewis Martin przygotowuje się do wyjścia na zewnątrz, by powitać Nowy Rok 1995 strzałem ze swej dubeltówki. Po prawej matka Laury - Alice Knight. Po lewej jedna z Laury przyjaciółek - Sandra DePaoli, która zmarła parę miesięcy później. Laura komunikowała się potem z Sandrą za pomocą channelingu. "Jest lepiej po tej stronie tabliczki, niż po tamtej" - rzekła jej kiedyś Sandra.   

Istaniało oczywiście również najprostsze wytłumaczenie. A jeśli Laura jest ofiarą jakiejś psychozy?

Możliwe, że Laura co i rusz sama się nakręcała.

"Czasami myślę, że tracę zmysły" - mówiła. "Czy tak wygląda bycie szalonym? Bo wiesz, niektórzy rzeczywiście szaleni ludzie, mogą w rzeczywistości wydawać się zdrowi".

Za każdym razem gdy Laura poruszała tę kwestię, szybko odsuwała od siebie taką myśl. Powiedziała, że bywała sporadycznie, jak każdy z nas, u psychologów i doradców, ale według jej wiedzy, nigdy nie została zdiagnozowana u niej żadna choroba psychiczna.

Zatanawiałem się wcześniej, czy nie poprosić Laury o możliwość zbadania jej przez psychiatrę na koszt gazety. Ale jeśli lekarz przyklei jakąś etykietkę do tego, co działo się z Laurą? A jeśli orzeknie, że Laura ma psychozę maniakalno-depresyjną, omamy albo nawet schizofrenię?

Ostatecznie jednak nigdy nie zaproponowałem Laurze, żeby położyła się pod mikroskopem. Nie byłoby to w porządku. Im więcej czasu z nią spędzałem, tym mniej było we mnie chęci do zaszufladkowania jej. Cokolwiek się z nią działo, przebiegało to w niezwykły sposób. Laura wychowywała dzieci, cieszyła się przyjaźnią Freddiego i innych osób, czytała, cały czas się uczyła, eksplorując granice swej wyobraźni.

Ta kobieta kierowała swoim życiem. Życiu temu daleko było do doskonałości. Jednak było to jej życie i było ono zadziwiające. I nie mnie w nie ingerować.

* * *

Przede mną rozgrywały się sprawy, których nie potrafiłem wyjaśnić. Laura robiła rzeczy, małe rzeczy, których nie mogłem pojąć. Tak jak liter z tabliczki, kiedy przeprowadzała channeling. Czasami recytowała je tak szybko, że płynęły nieprzerwanym strumieniem. Jak ona to robiła? Jeśli preparowała odpowiedzi, lub robiła to jej podświadomość, to w jaki sposób komponowała je z taką szybkością, bez wahania, bez przerw?

To nie były tylko odpowiedzi typu "tak" lub "nie". Czasem były długie i skomplikowane. Niektóre brzmiały podobnie do tych, których mogłaby udzielić Laura. Mogłem wyobrazić sobie jak je obmyśla, a potem dzieli, wymawiając poszczególne litery. Ale innym razem odpowiedzi zupełnie nie brzmiały jak Laury. Brzmiały, jakby pochodziły od kogoś innego, kogoś, kto wiedział o rzeczach, o których Laura wiedzieć nie mogła.

Tak czy owak, nie mogłem zrozumieć, jak czasem udaje jej się wymawiać litery w takim tempie. Mogłem wsłuchiwać się w sypiące się głoski i próbować dosłuchać się ukrytych za nimi słów, ale mój mózg nie nadążał. Litery stapiały się w wielką, niekończącą się plamę.

Być może to niczego nie dowodzi. Może rzeczy te ukazywały, że Laura była bardziej bystra i szybsza niż ktokolwiek, kogo dotąd spotkałem.

Wszelako żadna z tych rzeczy nie przygotowała mnie na podróż do Punta Gorda.

* * *


DZIWNY DZIEŃ W PUNTA GORDA: Laura i jej syn Jason stoją nad grobem kapitana Air Force, który poległ na wojnie w Wietnamie. Laura sądzi, iż istnieje możliwość, że Jason był tym kapitanem w poprzednim życiu. Rodzina zmarłego uznała to za nieprawdopodobne.

To był Jason.

Laura ciągle rozmyślała o wspomnieniach syna z jego poprzedniego życia, o braciach, których nigdy nie miał, o samolocie, z którym został zestrzelony. Wciąż pytała o to K's, próbując dowiedzieć się jak najwięcej. Podali jej imię.

Dokładnie podali jej dwa imiona. Mogło to być pierwsze imię i nazwisko bądź pierwsze i drugie imię, trudno stwierdzić. Dla przyczyn, o których powiem później, nie przytoczę tutaj tych imion.

Laura i jej przyjaciele prowadzili na własną rękę pewne badania w związku z tymi imionami. Znaleźli wzmiankę o kapitanie Air Force, którego samolot rozbił się podczas wojny wietnamskiej w kwietniu 1969 roku. Pierwsze i drugie imię owego kapitana pasowało do tych dostarczonych przez K's.

W toku poszukiwań okazało się, że kapitan Air Force dorastał w Punta Gorda, tylko kilka godzin jazdy na południe od Pasaco Country. Laura zadzwoniła do domu pogrzebowego, który zajmował się pochówkiem kapitana, i odnalazła człowieka znającego żyjących członków jego rodziny. Powiedział on Laurze, że dwie siostry kapitana ciągle mieszkają w okolicy. Z jego pomocą zaaranżowane zostało spotkanie Laury, Jasona i obydwu sióstr.

Pewnego jasnego, sobotniego poranka, podążaliśmy z Cherie za Laurą i Jasonem, wprost do Punta Gorda. Spotkaliśmy się z siostrami w ich domu. Jedna miała 59 lat, druga 63. Podczas tego towarzyskiego spotkania, najbardziej niezwykłego ze wszystkich, w jakich zdarzyło mi się uczestniczyć, siostry zachowywały się z ogromną serdecznością i wdziękiem. Siedzieliśmy w salonie, a siostry dzieliły się z nami rodzinnymi historiami i pozwoliły obejrzeć albumy z fotografiami.

- To nasza matka - powiedziała jedna.

- Nasza matka - powiedziała druga.

Siostry opowiedziały o swoim bracie, o jego cierpieniu, gdy samolot spadał. Zabrały nas na cmentarz, gdzie pochowany był brat. Jason stał i gapił się na nagrobek kapitana. Ledwie wydukał jedno słowo przez cały ranek. Teraz też milczał.

Z tego dnia zapamiętałem jeszcze, oprócz obrazu stojącego nad grobem Jasona, że szczegóły z życia kapitana zazębiały się z tym, co opowiadał Jason, kiedy był dzieckiem.

Jason, jedyny chłopiec w rodzinie, wspominał, że miał braci. W rodzinie kapitana było siedmioro dzieci. Czterech chłopców, trzy dziewczynki.

Jason opisywał czarnego psa o imieniu Samson. W rodzinie kapitana był pies. Czarny chow-chow o imieniu Sambo.

Była też Janie. W trakcie opowiadania owym siostrom o tym, co Jason zwykł był mówić o swym drugim życiu, Laura prawie przelotnie wspomniała o rozmowach, jakie prowadził ze swoją szczególną przyjaciółką, Janie.

Jedna z sióstr - ta, która nie miała na imię Janie - nagle znieruchomiała.

Tak zwykł nazywać ją jej zmarły brat, powiedziała. Ich dwójka była przez kilka lat rozdzielona, a byli ze sobą bardzo blisko. I tak jak reszta rodzeństwa, brat zwracał się do niej Janie.

- Nikt spoza rodziny nie wiedział, że miałam przezwisko" - mówiła.

* * *

Laura nie była pewna, co ma o tym sądzić.

Spotkanie z siostrami zwiększyło prawdopodobieństwo tego, że Jason był pilotem w poprzednim życiu.

Kiedy Laura i Jason wrócili do domu w Pasco Country, siostry kapitana zdążyły przemyśleć całą sprawę. Gdy później zadzwoniłem do jednej z nich, by zapytać o wrażenia, wszystko odwołała.

Stwierdziła, że zgodziły się z siostrą na spotkanie z Laurą i Jasonem jedynie po to, aby sprawdzić czy jest coś w tej historii. Potem zdecydowały, że nie ma. Owszem, Laura i Jason dostarczyli szczegółów zgadzających się z życiem ich brata. Ale wiele innych detali, mówiła, było błędnych.

Na przykład Laura opowiadała o tym, jak kapitan zmarł podczas powrotu z misji. Mówiła, że K's powiedzieli jej o pocisku ziemia-powietrze, który uderzył w samolot. Lecz kiedy Laura i Jason wyszli, siostry napisały do władz federalnych i zdobyły dane na temat śmierci brata. Informacje te wskazywały, mówiła jedna z sióstr, że samolot nie został uderzony przez pocisk, a rozbił się podczas startu. Ponadto, rozmawiała z człowiekiem, który kierował tego dnia wylotem załogi ich brata. Potwierdził, że samolot rozbił się podczas startu.

Coś jeszcze: Laura mówiła, że Jason opowiadał o byciu pilotem, a K's powiedzieli jej, iż rzeczony kapitan kierował samolotem, kiedy ten został zestrzelony. Natomiast siostry powiedziały mi, że ich brat nigdy nie był pilotem, obsługiwał w samolocie sprzęt rozpoznawczy.

Tak więc nie chciała słyszeć o żadnych teoriach Laury. Współczuła Jasonowi i zastanawiała się, czy Laura sama nie zasiała tych sugestii w jego głowie. Co do pasujących do siebie faktów, sądziła, że to przypadek, a także zastanawiała się, czy Laura wcześniej, przed spotkaniem, nie przeprowadziła śledztwa na temat tej rodziny. Ostatecznie siostra nie życzyła sobie, by imię jej brata powiązane zostało z reinkarnacyjną historią.

- Nie wierzę w ani jedno słowo - powiedziała mi.

* * *

Nie miałem pomysłu, co z tym fantem zrobić.

Wiele szczegółów dostarczonych przez Laurę nie pasowało. I owszem, mogła zaaranżować całą sprawę. Jednak widziałem zaskoczenie na twarzach sióstr, gdy pierwszy raz padło przezwisko Janie. Jeśli Janie było tylko rodzinnym przezwiskiem, jak wiele pracy musiałaby włożyć Laura, by je odkryć? Czy w mieście wielkości Punta Gorda rodzina kapitana nie słyszałaby o tym, iż ktoś wypytuje o nich z taką intensywnością?

* * *

Miałem jednak klapki na oczach.

 

Rozdział 6 

Rozdział 1 | Rozdział 2 | Rozdział 3 | Rozdział 4 | Rozdział 5 | Rozdział 6 | Epilog

© Copyright 2000 St. Petersburg Times. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Jesteś gościem o numerze .