Zakochana egzorcystka - Opowieść wielu możliwości

Artykuł - Thomas French, Laureat Nagrody Pulitzera
Publicysta St.Petersburg Times, Floryda, USA
Zdjęcia: Cherie Diez



Epilog

Po tych wszystkich latach nie jestem w stanie powiedzieć, co tak naprawdę dzieje się z Laurą. Wiem, że jest tak samo intrygująca jak zawsze. Od chwili, kiedy ją spotkałem, spowodowała, że rozważam możliwości, których inaczej nie brałbym pod uwagę. Zmusiła mnie do patrzenia i myślenia w nowy sposób.


W NOWYM TYSIĄCLECIU: Laura i Ark w ubiegłą niedzielę na plaży Green Key w New Port Richey.

To prawdziwy dar Laury. Jedyna jej nadzwyczajna umiejętność, którą mogę z całą pewnością potwierdzić.

Kiedy dzielę się historią Laury, ludzie pytają mnie jakie jest jej znaczenie. Odpowiadam im, że nie wiem. Nie potrafię udowodnić, że istoty z szóstej gęstości, pochodzące z jakiejś konstelacji na niebie, naprawdę zetknęły ją z drugim mężem, który doskonale do niej pasował, ale mieszkał za oceanem.

Wiem jedynie, że Laura jest prawdziwa, Ark jest prawdziwy i wbrew wszelkim przeciwnościom losu zdołali się odnaleźć, a teraz są małżeństwem.

Czy to nie wystarczy?

Zdumiewające dla mnie jest to, że Laura spędziła tak wiele czasu na tropieniu obcych oraz innych mrocznych istot po to, by na końcu odnaleźć coś o wiele bardziej nieuchwytnego. Cały czas mówimy o miłości, ale skąd wiemy, że jest prawdziwa? Nie możemy jej zobaczyć, nie możemy jej złapać, nie możemy dowieść, czym naprawdę jest. Miłość to idea, niewidzialne pojęcie bez formy i substancji, które przyjmujemy na wiarę. A jednak spędzamy życie w pogoni za nią. Łakniemy jej, tęsknimy za nią, płaczemy przez nią przed zaśnięciem. Robimy to wszystko, ponieważ wewnętrznie odczuwamy znaczenie miłości, a to jest wszystko czego potrzebujemy, by uznać ją za prawdziwą.

W owych dniach, gdy jechałem spotkać się z Laurą i Arkiem, rozmyślałem o tych sprawach. Ujrzawszy ich razem uświadomiłem sobie, że niewidzialne jest czasem w naszym zasięgu. Byli małżeństwem od półtora roku. Mieszkali w domu przy Montana Avenue. Przeprowadzili tam gruntowny remont. Ściany w salonie pomalowane zostały na osobliwy, z lekka szkarłatny odcień, a na oknach wisiały zasłony z wzorami w leopardzie cętki. Jeden ze znajomych Laury oglądając zmiany, w swej uprzejmości określił styl Laury jako "cudaczny".

"Myślę, że to pogański barok" - oznajmiła Laura z szerokim uśmiechem.

Dzieci podrosły. Dwie najstarsze córki Laury rozpoczęły pracę i wyprowadziły się. Pozostała trójka włącznie z Jasonem nadal została w domu. Ich ojciec, Lewis Martin, mieszkał niedaleko, w Crystal River. Widywał dzieci, kiedy tylko mógł. Jeśli czuł jakąkolwiek gorycz w stosunku do byłej żony, nie dał tego po sobie poznać, kiedy ostatni raz z nim rozmawiałem. Mówił, że żyje dalej, wciąż wierzy w Laurę i uważa ją za osobę "poszukującą".

"Życzę jej wszystkiego dobrego".

Życie Laury i Arka biegło swoim torem. Ark mówił, że pracuje dla Constellation Technology, agencji departamentu obrony w Largo. Przeważnie pracował w domu, wpatrując się w ekran komputera, rozwiązując matematyczne równania oraz problemy z dziedziny fizyki, których nie potrafiłbym wyjaśnić.

Laura także pracowała w domu. Była zajęta dziećmi, towarzyszyła Arkowi przy jego badaniach, podążała w nowych kierunkach we własnej pracy, której charakter był jak zawsze prowokacyjny. Choć nie wykonywała już egzorcyzmów czy odczepiania duchów, wciąż razem z Freddiem komunikowała się z Kasjopeanami. Ark zasiadał wraz z nimi zadając K's pytania z dziedziny fizyki i nie tylko. Laura i Ark skonstruowali także coś, co w opracowaniach Laury nosiło nazwę "psychomantium", a co zasadniczo było czarnym namiotem, podczepionym do sufitu. Z tego co zrozumiałem, Laura zasiadała w tej ciemnej przestrzeni ze świeczką oraz zwierciadłem. Poprzez długie wpatrywanie się w lustro, miała nadzieję ujrzeć pewnego dnia obrazy z przeszłych żyć lub odrębnych rzeczywistości.

W ostatnich miesiącach Laura i Ark poświęcali większość swojego czasu stronie internetowej omawiającej ich życie, ich teorie oraz channeling z K's. Ci, którzy przebrnęli przez zawartość tej strony, mogli przekonać się, że moje opisywanie channelingu jest jedynie prześlizgiwaniem się po powierzchni tematu.

Ciekawość Laury pozostała tak samo imponująca jak zawsze. Nie tak dawno temu zauważyłem dwie sterty książek - właśnie czytanych - piętrzące się obok jej fotela w salonie. Wśród nich były: The Atlas of Early Man (Atlas człowieka pierwotnego), The Myth of the Eternal Return (Mit wiecznego powrotu), Mysteries of the Alphabet (Tajemnice alfabetu), The Etruscans and Subquantum Kinetics (Etruskowie i subkwantowa kinetyka). Nie wszystkie pozycje były tak wysokich lotów. Pomiędzy książki wciśnięty był numer magazynu Woman's World (Świat Kobiet), który wertowała w poszukiwaniu nowej diety.

Jej pragnienie rozwiązania tajemnic kosmosu płonęło tak silnie jak wówczas, gdy widziałem ją po raz pierwszy. Ostatnio zapytałem o jej cel na lata następne. Przedstawiła mi listę:

A - Zmienić świat.

B - Przekroczyć granice czasu i przestrzeni, w czym zawierają się podróże w czasie w przeszłość i przyszłość.

C - Przejść do kolejnej gęstości, jako efekt powyższych.

W międzyczasie Laura i Ark mieli siebie nawzajem. Rozmawiali godzinami. Praktycznie nie wychodzili z domu, z wyjątkiem chwil, gdy Laura wyprawiała się do Klubu Sama, polując na okazje.

"Nigdzie nie chodzimy" - mówiła z radością. - "Nic nie musimy".

Odnosiło się inne niż poprzednio wrażenie, co do życia Laury. Było mniej rozproszone niż wcześniej, mniej niepewne, o wiele spokojniejsze. W domu panowało wyraźne i namacalne poczucie zadowolenia.

Zapytałem ją ostatnio, czego się nauczyła. Nie tyle o UFO czy obcych, ale o swoim sercu.

Laura zastanawiała się przez moment.

Według mnie - powiedziała - życie jest nieskończonym cudem. To prawdziwy cud. Jednej rzeczy nauczyłam się przez te kilka lat, że jeśli nie dostrzegasz niczego cudownego w swoim życiu, jeśli wydaje ci się mroczne lub smutne, czy też stanowi jedynie brzemię, to najbardziej cudowną rzeczą jaką posiadasz jest twoja możność wyboru bycia cudem. Mam na myśli bycie cudem. Myślę, że kiedy ludzie wybierają bycie cudem, wszechświat odpowiada im na to.

Niektórzy nazywaliby to szczęściem. Ale nie Laura.

* * *

Kilka tygodni później, na Sylwestra i Nowy Rok otwierające kolejne tysiąclecie, dołączyłem do Arka i Laury oraz grupki ich przyjaciół. Siedząc w salonie w małych kapelusikach na głowach, jedliśmy miniaturowe cytrynowe ciasteczka i sączyliśmy szampana.

Tuż przed północą wyszliśmy na trawnik przed domem i obserwowaliśmy, jak Laura i Ark odpalali na ulicy fajerwerki. Wokół sąsiedzi strzelali z własnych sztucznych ogni. Laura i Ark zachowywali się jak dzieciaki. Wybiegali na ulicę, zapalali lont po czym pędzili z powrotem na trawnik, śmiejąc się i trzymając za ręce.

Gdy wybiła północ, z pobliskich domów zaczęły dobiegać okrzyki i składane życzenia. Tych dwoje zakochanych całowało się w blasku rozświetlających niebo fajerwerków, przygaszając gwiazdy płonące w dalekiej ciemności.

* * *

 

Rozdział 1 | Rozdział 2 | Rozdział 3 | Rozdział 4 | Rozdział 5 | Rozdział 6 | Epilog

© Copyright 2000 St. Petersburg Times. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Jesteś gościem o numerze .